ZB-Szwoch.pl - Mój pamiętnik z wypraw

Witam w moim miejscu na świecie! Znajdziesz tu kilka spostrzeżeń, wspominek z wypraw i generalnie – mój punkt widzenia na podróże. Skoro już tu jesteś, to może akurat znajdziesz inspirację na swą własną :)

Södra Kungsleden

Po prawie 10 latach historia zatacza swego rodzaju koło. W 2011 roku (tyle, że w lecie), po raz pierwszy zmierzałem do Skandynawii, z autem, na promowej trasie z Gdańska do Nynashamn. Przez tą dekadę północ pochłaniała mnie stopniowo, lecz intensywnie i śmiało mogę przyznać, że ostatecznie pochłonęła mnie bez reszty.

Plany wyprawy na biegówki do Szwecji wprowadzam w życie w drugiej połowie marca. Docelowo w Szwecji, z portu w Nynashamn mam do przejechania około 400 kilometrów do leżącego przy granicy z Norwegią Sälen. Wcześniej, na gdańskim terminalu promowym, przychodzę szybki test antygenowy.

Życie w Szwecji toczyło się normalnym trybem. Na tle innych krajów, Szwedzi od początku podeszli do spraw pandemicznych dość liberalnie, przekazując zarządzanie gospodarką i ewentualnymi obostrzeniami w ręce naukowców, a nie polityków, jak w praktycznie każdym innym kraju. Statystyki w początkowym stadium występowania koronawirusa mogły wydawać się dość dramatyczne, lecz kierujący krajem naukowcy, po czasie, potrafili przyznać się do błędu i do faktu, iż poświęcili starszą i schorowaną część społeczeństwa, głównie w domach opieki społecznej. Czy do przyznania się do jakiegokolwiek błędu byłyby skłonne nasze władze? To oczywiście pytanie retoryczne. Rok po wykryciu pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce, w dziennej ilości zgonów wyprzedzały nas tylko USA, Brazylia i Indie. Szwedzi tymczasem nie poświęcili gospodarki, a osiągnęli odporność populacyjną.

Mimo wnikliwie prześledzonej trasy, ciężko mi było przewidzieć co zastanę, gdyż zdecydowaną większość swoich wypraw spędziłem z wiosłem w kajaku lub z plecakiem na szlaku. Södra Kungsleden to w dosłownym tłumaczeniu południowy szlak królewski. Ten bardziej znany, północny, ciągnie się z Abisko do Hemavan, na długości 450 kilometrów. W lutym i marcu 2021, pierwsze polskie, zimowe przejście szlaku padło udziałem Krzysztofa Suchowierskiego i Kajetana Dei. Mało uczęszczana trasa południowa to 350 kilometrów z Sälen do Storlien. Wiedziałem, iż całości na pewno nie przejdę, ruszyłem więc z podniesioną głową, lecz bez żadnych oczekiwań. Do domu chciałem wrócić na Wielkanoc.

Linie Polferries przewożą w dużej mierze osoby pracujące w Skandynawii, jeżdżące na TIR-ach, ekipy budowlane i monterskie. Wiem, że pozory potrafią mylić, ale potencjalnych turystów można było zliczyć na palcach dwóch rąk. Oferta gastronomiczna (zarówno restauracja, jak i puby funkcjonowały w normalnym trybie) stosownie dostosowana, tj. przede wszystkim schabowy, golonka, pierogi, więc dania typowo wegańskie :).

Około godziny 10 z górnego pokładu powoli widać archipelag wysp południowej Szwecji. Niektóre bezludne, inne z domkami letniskowymi. Szwecja wita pogodną wiosenną, a nawet wczesno-letnią i naprawdę przez dłuższy czas zmierzając na północ, mam wątpliwości, czy w regionie do którego zmierzam, będzie śnieg. Po opuszczeniu promu jeszcze krótka pogawędka z pogranicznikiem o celu podróży. Gdy zobaczył biegówki, tylko się uśmiechnął po czym rzekł: “Good luck, have fun”.

Na pierwszą noc mam zabukowany hostel na przedmieściach Salen. Okolice słyną z kurortu narciarskiego. Zazwyczaj przyjeżdża tam sporo Norwegów, ale z wiadomego powodu, nie w tym sezonie. Na całej wyprawie nie spotkałem nikogo innej narodowości niż Szwecja. Dla tutejszych jestem też swego rodzaju ciekawostką. Ucinam sobie miłą pogawędkę z właścicielem hostelu.

Nazajutrz mam plan wystartować z Högfjällshotel, gdzie oficjalnie zaczyna się szlak. Poza porywistym wiatrem napotkałem jednak inny problem. Nie było najmniejszych szans pozostawienia auta na dłużej niż kilka godzin. Wszystkie parkingi nastawione na narciarzy lub gości hotelowych. Biorę głęboki oddech i myślę na spokojnie. Wygląda na to, że start lekko się opóźni. Zjeżdżam z powrotem do miasteczka i zasięgam języka. Polecono mi pojechać 100 kilometrów do Mory, tam pozostawić auto na parkingu długoterminowym i wrócić autobusem. Tak też robię.

Mój ekwipunek na saniach to 30 kilogramów, w tym wyżywienie na dwa tygodnie, gdyż po drodze nie było żadnej możliwości uzupełnienia zapasów. Od początku pogoda dopisuje, świeci słońce, co jednak nie pozostaje bez wpływu na śnieg, który im bardziej lepki, tym mocniej klei się do nart biegowych. Podejścia idą mi płynniej niż zjazdy i niejednokrotnie z impetem lecę na twarz. Gdy stwierdzałem, iż góra jest wystarczająco stroma by odpiąć narty i zjechać na pulkach, radości dziecka jadącego na saniach nie było końca. Sporadycznie spotykam ludzi, lecz te krótkie wymiany zdań, niekiedy jest to tylko pozdrowienie, a innym razem – kilkuminutowa konwersacja, niezwykle sobie cenię.

Södra Kungsleden z powrotem przypomniała mi jak pachnie północ.Mimo cięższych chwil, które jednak zawsze mają miejsce i trzeba być na nie przygotowanym, doświadczyłem też kilku stanów iście euforycznych. Było więc warto zmobilizować się, dokonać kilku zakupów (pulki, narty i buty) i poświęcić dwa dni na dojazd w jedną stronę (prom + auto), by to wszystko przeżyć. Autobusem wracam z miejscowości Gördalen do Mory, gdzie pozostawiłem samochód przy dworcu. W Gördalen pytam miejscowej pani, czy jest gdzieś możliwość rozbicia namiotu na śniegu, gdyż z jej domem sąsiadował kemping. Informuję też, że jutro mam autobus.

-“Autobus? Mam 75 lat i od kilku lat tu czegoś takiego nie widziałam.”
-“Proszę zobaczyć. Oto bilet (pokazuję w aplikacji szwedzkiego przewodnika). Jutro o 10:29 z przystanku Gördalen Norra (północ).
-Jakie Gördalen Norra? Tu mieszka 16 osób. To może jest jeszcze Gördalen Södra? (śmiech)

Otóż była. Ale by autobus przyjechał, to mimo kupienia biletu przez internet, do przewoźnika trzeba było zadzwonić z potwierdzeniem rezerwacji. Tak więc po latach autobus, a właściwie 8-osobowy busik przyjechał po jednego zbłąkanego wędrowca z Polski.

* * *

2 odpowiedzi na “Södra Kungsleden”

  1. Ella pisze:

    Chyba zapisałeś się w historii metropolìi Gordalen jako człowiek bez samochodu. Fajna opowieść i ciekawe zdjęcia. Zazdroszczę szusów na saniach

  2. Mira pisze:

    Ciekawa trasa na Covidowe czasy, podziwiam hart ducha i krotki czas od pomyslu do realizacji, kraina sniegu ma duzo do zaoferowania odwaznym, mlodym podroznikom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *