ZB-Szwoch.pl - Mój pamiętnik z wypraw

Witam w moim miejscu na świecie! Znajdziesz tu kilka spostrzeżeń, wspominek z wypraw i generalnie – mój punkt widzenia na podróże. Skoro już tu jesteś, to może akurat znajdziesz inspirację na swą własną :)

Bajkał

Krótki, acz intensywny wypad nad najstarsze i najgłębsze jezioro na świecie. Wyjazd z inicjatywy kolegi P, który znalazł tanie loty liniami Ural Airlines na kluczowym odcinku Moskwa – Irkuck (w dwie strony około 700zł). Potem pozostawało już tylko lotniczo złożyć pozostałe części układanki. Wyjazd na przełomie stycznia i lutego. Były pewne obawy, że Bajkał do tego czasu może jeszcze nie zamarznąć, ale jak się później okazało – wszystko poszło po naszej myśli.

Lecimy w męskim, 4-osobowym gronie. Swoją wyprawę zaczynam w nieco odwrotnym kierunku, bo z Gdańska do Krakowa lecę przez lotnisko Sandefjord, z Krakowa do Nowego Targu jedziemy autokarem, a stamtąd, już w pełnym składzie samochodem do Budapesztu. Następnie lot do Moskwy, gdzie czeka nas zmiana lotniska (z Wnukowa na Domodedovo) i kilkunastogodzinna przesiadka. Jedziemy do centrum na spacer w okolicach Kremla. Pierwszy raz w życiu dane mi było być w Rosji, niezbędna oczywiście wiza. Mauzoleum Lenina niestety tego dnia zamknięte.

Lot do Irkucka mamy w nocy, więc abstrahując od zmiany strefy, większość czasu przesypiam. Lądujemy, gdy słońce jeszcze na dobre nie wstało, a tym samym dość mocno odczuwamy ponad 25 stopni na minusie. Plan to wykupienie możliwie najwcześniejszego przejazdu busem nad Bajkał i uzupełnienie zapasów. Bagaż mieliśmy ograniczony – każdy z naszej czwórki leciał wyłącznie z podręcznym. Nie będę ukrywał, że za sprawę dobrej znajomości rosyjskiego kolegów R i P, wszystko załatwiamy sprawnie i po krótkim porannym obchodzie Irkucka, wsiadamy do busa.

Tak jak lot z Moskwy do Irkucka trwał 6 godzin, tak i przejazd na wyspę Olchon, trwał mniej więcej tyle samo. Droga pozostawia wiele do życzenia, a jako, że naszą bandą siedzimy z tyłu, to dziury w „asfalcie” regularnie wysyłają nas pod sufit. Humory jednak dopisują :). Poza nami w busie, jak i nad samym Bajkałem, prawie wyłącznie Azjaci.

Z busa, na poduszkowiec, a następnie ponownie bus i ostatecznie jesteśmy w „stolicy” Olchonu – Chużyrze. Tu zarezerwowane mamy 2 noclegi w pokoju 4 – osobowym. Czym prędzej idziemy jednak nad Bajkał, mamy jeszcze godzinę zanim słońce schowa się za horyzontem.

Najbliżej nas znajduje się Szamanka – święta skała zabajkalskiej ludności – Buriatów. Jest to też chyba najbardziej rozpoznawalne i najczęściej uwieczniane na zdjęciach miejsce całego Bajkału. Niegdyś rdzenna ludności nie zbliżała się do przylądka na bliższą odległość, by nie zakłócać spokoju Ugute-nojon – pana Olchonu.

Nazajutrz bladym świtem, jeszcze przed śniadaniem, które mamy w pakiecie wraz z noclegiem, udajemy się ponownie nad Szamankę.

By zobaczyć jak najwięcej, w krótkim okresie czasu, wykupujemy wycieczkę busem z miejscowym Buriatą. Trzymamy kciuki za pogodę, by przekonać się, że lód Bajkału rzeczywiście powala na kolana w swych turkusowo – błękitnych odcieniach. Przy pierwszym postoju turystów jest sporo, w dalszej części dnia, cieszymy się Bajkałem niemal we własnym gronie.

Według nowych danych z 2009 r. głębokość maksymalna jeziora jest równa 1642 m. Jego dno znajduje się na głębokości 1186,5 m p.p.m., co oznacza, że Bajkał jest największą światową kryptodepresją. Głębokość średnia wynosi 730 m. Zasoby wodne jeziora wynoszą 23 tys. km, co stanowi 1/5 światowych zasobów powierzchniowej wody słodkiej.[Wiki]

Od kierowcy dowiadujemy się wielu ciekawostek, on sam też chyba się cieszył, że dla odmiany znalazł kompanów do rozmowy. Z Azjatami raczej nie rozmawia. Wycieczka, ku naszej uciesze, trwa znacznie dłużej niż sądziliśmy. Pogoda fantastyczna i tym samym świetne warunki do zdjęć. Dzięki kierowcy, mamy też przyjemność skosztować tzw. pocałunek Bajkału. Z wydrążonej niecki w lodzie spijamy bezpośrednio mocniejszy trunek 🙂 Scena widoczna na filmiku z góry strony. Nie przymarzamy 🙂

Dojeżdżamy do świętego drzewa Buriatów.

Według szamanizmu wszechświat dzieli się na trzy światy: Niebo, Ziemię i świat podziemny. Światy te połączone są osią kosmiczną nazywaną przez Buriatów “Złotym Filarem” i uznawaną zarazem za centrum wszechświata i miejsce przenikania się poszczególnych światów. Umożliwia też przechodzenie z jednego w drugi. Niebo zamieszkują bogowie, podziemia demony. Świat środkowy to świat ludzi. Osobą, która może kontaktować się z duchami i przenikać inne światy jest szaman. Pełni on funkcję wróżbiarza, kapłana, a przede wszystkim uzdrowiciela. W dzisiejszych czasach jest również tym, który posiada wiedzę na temat duchów i obrzędów i który może “przypomnieć” ją swoim współplemieńcom. [transazja.pl]

Wieczorem korzystamy z bani – kolejne fantastyczne i orzeźwiające przeżycie. Bania opalana drewnem, w środku temperatura prawie 90 stopni na plusie, na zewnątrz wieczorową porą, około 30 na minusie.

Rankiem jeszcze szybki spacer na lód i opuszczamy Olchon. Po analizie naszych możliwości czasowych, rezygnujemy z próby wejścia na górę Czerskiego, a decydujemy się na przejazd koleją transsyberyjską do Ułan Ude – leżącego 60 km od granicy z Mongolią. Wracamy busem do Irkucka.

Podróż transibem to doświadczenie samo w sobie. Specyficzna atmosfera i wzajemna integracja. A sam pociąg przesiąknięty na każdej płaszczyźnie obecnością pasażerów. Do Ułan – Ude dojeżdżamy w środku nocy. Przymykamy oko na dworcu, by później udać się na spacer. Po krótkim rekonesansie, jesteśmy na tyle zmrożeni (temp. -37), że bunkrujemy się na kilka godzin w pierwszej otwartej kawiarni.

Ułan Ude jest trzecim co do wielkości miastem wschodniej Syberii –mieszka w nim ponad 400 tysięcy mieszkańców. W przeszłości było centrum handlowym łączącym Rosję, Chiny i Mongolię. Słynie m.in. z największej na świecie, ważącej kilkadziesiąt ton, głowy Lenina.

W dalszej części dnia, po obejściu miasta, posilamy się specjałami kuchni gruzińsko – buriackiej. Czas jednak powoli wracać, najpierw pociągiem do Irkucka, następnie samolotem do Moskwy. Tam kolejna przerwa, zwiedzanie cerkwi i Kremla. Po drodze domu jeszcze przystanki w Budapeszcie i Krakowie.

Nie była to wyprawa przez Bajkał z ciągnięciem pulek i spaniem w namiotach. Cieszę się jednak niezmiernie, że udało mi się tam dotrzeć i zobaczyć w fantastycznych warunkach ten ogrom błękitnego oka Syberii. Może jeszcze kiedyś nasze drogi się skrzyżują, latem albo ponownie zimą. Mało kto wie, że Olek Doba niegdyś przepłynął Bajkał dookoła … w dmuchanym kajaku 🙂

* * *

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *