ZB-Szwoch.pl - Mój pamiętnik z wypraw

Witam w moim miejscu na świecie! Znajdziesz tu kilka spostrzeżeń, wspominek z wypraw i generalnie – mój punkt widzenia na podróże. Skoro już tu jesteś, to może akurat znajdziesz inspirację na swą własną :)

Gaustatoppen

Najwyższy szczyt regionu Telemark i całej południowej Norwegii. Zasłynął tym, iż w dobrą pogodę, z jego szczytu rozpościera się widok na 60.000 km2, co odpowiada 1/6 całej kontynentalnej Norwegii. Gaustatoppen wznosi się na 1883 metry n.p.m. Nie jest górą trudną do zdobycia, w sezonie praktycznie każdy dysponujący normalną kondycją fizyczną jest w stanie wejść i zejść bez większych problemów. A jeśli ktoś nie ma ochoty wchodzić o własnych siłach, to może skorzystać z kolejki szynowej Gaustabannen, która wiedze wewnątrz góry i w ciągu 15 minut pokonuje przewyższenie 850 metrów.

Żeby nie było zbyt łatwo, decydujemy się wejść na Gaustatoppen zimą. A przynajmniej podjąć taką próbę. Korzystamy z pierwszego i zarazem wydłużonego o święto Trzech Króli weekendu 2017 roku. Lecimy w piątek z Gdańska do Torp, wynajmujemy auto i kierujemy się na Rjukan, leżące niemalże o podnóża góry. Podróż samochodem trwa około 2,5 godziny. Pogoda tego dnia nie napawa optymizmem, tak samo jak prognozy na niedzielę. Jest jednak widoczne okno pogodowe na sobotę.Nocujemy w domku na Rjukan Camping. Poza nami i obsługa kempingu nie ma nikogo. Samo miasteczko Rjukan ma ciekawą historię, związaną przede wszystkim z produkcją tzw. ciężkiej wody.

W Rjukan odbyła się jedna z największych akcji sabotażowych podczas drugiej wojny światowej. Norweskie zakłady Norsk Hydro zlokalizowane w Rjukan (hydroelektrownia Vemork) produkowały tzw. ciężką wodę na skalę przemysłową. Niemcom była ona niezbędna do produkcji bomby atomowej, dlatego w 1940 roku przejęli fabrykę. Dowództwo alianckie próbowało uniemożliwić Niemcom produkcję ciężkiej wody przeprowadzając akcje sabotażowe. W 1944 roku norweskim żołnierzom udało się na wspomnianym jeziorze Tinnsjå zatopić prom kolejowy SF Hydro pływający między Mæl i Tinnoset, a tym samym biorący udział w transporcie ciężkiej wody do Rzeszy. Na podstawie tej historii powstał norweski serial pt. „Bitwa o ciężką wodę” (Kampen om tungvannet) oraz brytyjski dramat wojenny „Bohaterowie Telemarku” (The Heroes of Telemark). – źródło: przepisyzpodrozy.pl

Obecnie miasteczko słynie głównie z problemu „braku słońca” przez większość roku. W 2013, w ramach głośnej akcji, na zboczach doliny zainstalowano lustra odbijające promienie słoneczne na centralny punkt, z którego mieszkańcy mogą się cieszyć światłem słonecznym.

Na początku stycznia w południowej Norwegii, dzień jest jeszcze krótszy niż w Polsce, mamy więc tylko kilka godzin, by wejść i zejść ze szczytu przy świetle dziennym. Ruszamy z kempingu jeszcze po ciemku, kierujemy się na parking Gaustatoppen hike and ski parking, leżący nieopodal wyciągu narciarskiego oraz kempingu Langefonn. W sezonie na szlak można wyruszyć ze Stavsro, leżącego jeszcze wyżej. W zimie droga jest zamknięta.

Do pokonania mamy około 5 km w jedną stronę i 900 metrów przewyższenia terenu. Marsz zaczynamy przy iście majestatycznym wschodzie słońca. Droga wiedzie głównie po oblodzonych kamieniach w pierwszych partiach. Wskazane raczki i kije trekkingowe. Poza nami na szlaku nie ma nikogo. W późniejszej części spotykamy jednego piechura, który regularnie wchodzi na Gausta w skiturach, by następnie z góry zjechać. Przy krótkiej pogawędce narzeka na małą pokrywę śnieżną, a co za tym idzie wiele wystających kamieni.

W plecaku termos z herbatą, trochę przekąsek, słodyczy i cieplejszych ubrań na wyższe partie góry.

Tuż pod szczytem Gaustatoppen znajduje się radiowa stacja przekaźnikowa, a także czynna w sezonie Hytta oferująca posiłki i napoje. W ciągu roku na szczyt wchodzi około 40.000 osób.

Szczyt zdobywamy około godziny 13. Ostatnie metry wiodą po grani. Pogoda bajeczna, więc patrząc wokół widzimy obiecane 1/6 całej Norwegii, w tym najbliżej – skryte w cieniu Rjukan, a także płaskowyż Hardangervidda.

Na szczycie nie jesteśmy długo, po około 15 minutach zaczynamy zejście. Na parking wracamy już po ciemku. Mamy oczywiście czołówki. Zmęczeni i szczęśliwi. Powoli kierujemy z powrotem się do Torp, gdzie nazajutrz w 6 rano mamy lot powrotny do Gdańska. Śpimy w aucie w lesie nieopodal lotniska.

To był naprawdę fantastyczny weekend… 🙂

* * *

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *